Maltańska lekcja historii

Malta to niewielki archipelag wysp pośrodku Morza Śródziemnego. Zajmuje 316 km², czyli mniej niż powierzchnia Krakowa.

Nie ma tu stałych rzek ani lasów. Przez większość roku wieje wiatr, który potrafi doprowadzić do obłędu. Z jakiegoś jednak powodu ten nieprzyjazny skrawek lądu stał się kolebką cywilizacji starszej niż ta w dorzeczu Nilu i od tysięcy lat stanowi scenę, na której rozgrywa się historia. Walczyli o nią Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Sycylijczycy, Sulejman Wspaniały, Napoleon, Brytyjczycy. To tutaj po pół tysiącu lat tułaczki zdecydował się osiąść Zakon Joannitów (Kawalerowie Maltańscy), który do dzisiaj stanowi suwerenny podmiot z własną konstytucją, walutą, paszportami i.. rejestracjami samochodów.
Zagmatwane losy Malty można dostrzec wszędzie – w języku, kulturze, architekturze, w wyglądzie mieszkańców wyspy.

Malta uchodzi za kraj, w którym mieszkają ludzie szczęśliwi.

Potwierdzają to rankingi, w których na próżno przyjdzie szukać zadowolonych Polaków. Ja osobiście głos oddaję na „cudowny kraj nad Wisłą” i nie ze względu na niezdrowy patriotyzm. Nie za bardzo można pobiegać. Najwyższy szczyt jest niższy niż Kopiec Wandy w Krakowie. Uliczki są wąskie i kręte, a kierowcy słabo zaprzyjaźnieni z kodeksem drogowym. Pozostaje siedzieć w domu (i Maltańczycy rzeczywiście po zmroku na ulicach się nie pojawiają i miasta wydają się opuszczone), ale cóż w tym domu robić, jak meczu nawet nie ma, bo nie ma kto grać. Na marginesie wspominam jedynie, że żaden Maltańczyk nie zdobył na żadnej olimpiadzie choćby jednego medalu. Nigdy! Nie ma nawet komu kibicować.

A bardziej poważnie, to Malta zachęca do spacerów, do całodniowego przemierzania wyspy samochodem od miasteczka do miasteczka, od portu do klifów i z klifów do ruin megalitycznych świątyń.

Tak więc jeździliśmy przez trzy dni autem od punktu do punktu. Michał trzeciego dnia już nawet ścinał ronda jak miejscowy. Jednak przyznać trzeba, że w grze o epicki zachód słońca przegrywamy z Maltą 3:0. Na zdjęciu zachód na Dingli Cliffs – oczekiwania vs. rzeczywistość.

Na Malcie są budynki starsze o 1000 lat od piramid w Egipcie.

I to robi naprawdę potężne wrażenie. Możecie uwierzyć lub nie, ale na tej właśnie ulicy, pośrodku maltańskiego Bytomia podziemia skrywają jedno z najważniejszych odkryć archeologii.

Hypogeum Ħal Saflieni.

Niestety naszych zdjęć nie zobaczycie, bo całą elektronikę trzeba oddać do depozytu. Zostaje tylko wyszukiwarka grafiki google.

Prehistoryczne kanały? Ślady kosmitów? Bruzdy służące do transportu? Te tajemnicze koleiny to kolejna zagadka Malty, nad którą głowią się naukowcy i miłośnicy teorii spiskowych.