PATCHWORKOWE PORTO

Morze czy góry?
Pączki z cukrem pudrem, a może z lukrem?
Lizbona czy Porto? Porto czy Lizbona?
Są pytania, na które nie ma prostej odpowiedzi a zdania zawsze są podzielone. Najlepszym zatem sposobem jest własne doświadczenie i próba oceny.

Po wyjściu z dworca kolejowego São Bento nie mieliśmy wątpliwości, że to właśnie Porto skradnie nasze serca. Na dobrą sprawę już wjazd na dworzec, kiedy pociąg wyłania się ze skały zatrzymując się na platformie, nadaje miastu magiczny charakter. Pierwsze wrażenie i od razu zachwyt.

Schodzimy w dół, a „w dół” w Porto zawsze oznacza, że idziemy do centrum i jest to przewaga Porto nad stolicą. Lizbona jest na siedmiu wzgórzach, a Porto tylko na jednym. To znowu oznacza łatwiejszą logistykę i mniej opcji na pogubienie się w chaosie uliczek. „Mniej opcji” nie oznacza jednak ich braku. Chwilę później już gubimy się w labiryncie ulic Ribeiry. Nawigacja jest zbędna, a plan zwiedzania tworzy się na bieżąco. Intuicyjnie skręcamy w kolejne zaułki. Większość kamienic wygląda na opuszczone, lecz to tylko pozory. Wszechobecne pranie suszące się nad naszymi głowami zdradza obecność mieszkańców.

I azulejos! Niebieskie płytki pokrywają prawie całe miasto: kamienice, dworce, kościoły. Mnogość ornamentów zachwyca, a każdy wzór jest niepowtarzalny. Chyba nie ma dwóch budynków z takim samy wzorem.

Spacerem przechodzimy przez most Ponte Luís I – symbol miasta, który jak klamra spina ze sobą dwie części nad rzeką Duoro. Most pochodzi z XIX wieku i konstrukcja z całą pewnością nasuwa skojarzenia z pewną paryską budowlą. Nic dziwnego, skoro inżynier odpowiedzialny za most pobierał nauki u Gustawa Eiffel’a. Z drugiej strony brzegu, a więc z Vila Nova de Gaia, widać zabudowane wzgórze w całej okazałości. Nad piramidą kamienic i kościołów góruje wieża Clérigos, która wraz z barokowym kościołem stanowi kolejny charakterystyczny i unikatowy motyw związany z miastem.

Jakie zatem jest Porto? Patchworkowe. Pozorna kakofonia elewacji i zlepek budynków pokrywa całe wzgórze tworząc jedyną w swoim rodzaju całość. Człowiek ma wrażenie, że kolorowe i geometryczne warstwy budynków powoli staczają się ze wzgórza ku rzece niczym kamienie głazy zasypujące dolinę..